Dziwa Natury

Lipiec 6 2010 Wpisany jako: Świat

Podróże uczą? Oczywiście. Z pewnością także potrafią zmęczyć. Zastanawia mnie to, co zdarzyło się w poprzednim tygodniu na naszym kontynencie i widzę, że wulkan i obowiązek przemieszczania się pociągami i busami, a nie w przestworzach, spowodowały zamieszanie.
Przykład pierwszy: FC Barcelona. Genialny trener Jose Mourinho na pewno nie zapewnił by wygranej Interu i to 3:1.”Barca” im dłużej była na boisku tym gorzej wyglądała, pomimo tego, że wygrywała nawet jeden do zera.
Przykład drugi: Olympique Lyon. Do przerwy nie dali się aż tak zepchnąć jak w drugiej połowie. Również grając przez jakiś czas w pełnym składzie na osłabionych przeciwników nie umieli zagrać składniej. Oddali w tej części gry jeden strzał. Około 80 minuty. Nieskuteczny.
Przykład numer 3: FC Liverpool. Atletico po raz ostatni mecz na na stadionie w Madrycie zwyciężyło w pucharach w sierpniu, jeszcze w kwalifikacjach do Ligii Mistrzów, z Panathinaikosem Ateny. Później już tylko zero-zero, albo porażki. Do wczorajszej potyczki z The Reds. I nie wszystko związane jest z faktem, że do Hiszpanii nie przybył boski Fernando.
Kolejny opis nie potwierdza właściwie powyższej zasady, bo Fulham F.C. zremisowało z HSV na wyjeździe, ale z Anglii byli najbliżej ze wszystkich „gości”.
Jak widać islandzki wulkan mocno wpłynął na sytuację w piłce europejskiej. Może się wydarzyć, że przez zawirowania atmosferyczne FC Barcelona nie zapisze się w historii jako pierwsza drużyna – zdobywca wielkiej korony (Liga Mistrzów).
W obecnym sezonie o losach kontynentalnych rozgrywek być może zdecydował wulkaniczny pył. Światowa piłka nożna takiej anomalii jeszcze nie spotkała.
Niestety cała sprawa dotyka nie tylko drużyn piłkarskich. Wulkan może zmienić również zamiary zespołów formuły 1. One przez wulkan nie są w stanie przenieść swoich teamów z Szanghaju do Europy na następne zawody. Na razie na kontynent udało się przedostać jedynie zawodnikom oraz właścicielom zespołów, ale już serwisanci i sam sprzęt ciągle znajdują się w Chinach. Dlatego pod znakiem zapytania znajduje się wyścig w Barcelonie. I pewnie mało zdziałają zapewnienia Bernie Eclestone’a że nic w terminie wyścigu nie ulegnie zmianie – na dziwy natury nie ma rady.