Sprzedawca schodów
Dorabiałem kiedy byłem młody przez kilka miesięcy jako pośrednik biznesowy. Pamiętam ów czas bardzo dobrze, bo to są kontakty z klientami, przeważnie nienormowany czas pracy i bardzo dobre zarobki. Zwykle słyszałem od partnerów biznesowych że mam smykałkę do tej profesji dlatego że fajnie się ze mną rozmawia a to istota przy spotkaniach handlowych. Czasem spotykałem się także ze zdaniem, że pewnie potrafiłbym sprzedać cokolwiek, nawet bez pojęcia czym handluję.
Ta przedmowa nie jest bynajmniej próbą upięknienia mojej osoby, a jedynie wstępem do historii którą sprzedała mi moja małżonka po powrocie pewnego dnia z pracy. Z powodu jej edukacji i pracy inżyniera ma spotkania z przedstawicielami firm wykonawczych, którzy próbują przekabacić ją do umieszczania ich odpowiednich elementów w jej rysunkach.
Z tego powodu odwiedził ją pracownik firmy dostarczającej schody drewniane. Powiedziała mi, że jeszcze nigdy tak opornie nie przebiegała żadna z jej rozmów, z tego powodu, że ten handlowiec sprawiał wrażenie mocno zestresowanego – to znaczy moja totalna przeciwność. Miał jednak coś, co sprawiło że jest jednym z nielicznych, którym poszczęściło się ją nakłonić do schodów ich przedsiębiorstwa. Co ją przekabaciło? Była to nieograniczona wiedza jaką posiadał w temacie schodów. Od cyklu produkcyjnego po ograniczenia wynikające z prawa budowlanego.
Zacząłem się więc pytać co jest istotniejsze – żartowanie czy znajomość tematu – i postanowiłem się z nim umówić na jakieś spotkanie. Rzeczywiście schody to jego zamiłowanie, może o nich gadać wiele godzin. Nie tylko o technologii, ale znał również sporo śmiesznych opowieści związanych ze schodami i generalnie bardzo mnie tym rozśmieszył.
Ponieważ zrobił na mnie wrażenie zupełnie przeciwne od tego opisywanego przez mą małżonkę, na odchodne spytałem go o to dlaczego na swojej prezentacji był tak nieśmiały. Wyszło na to, że jest przedstawicielem idealnym, oznacza to, że ma i gadanę i wiedzę, ale powab mojej kobiety tak go onieśmielił. I tak kupił też moje ego.